piątek, 25 sierpnia 2017

Rozdział 20


Ważna notka pod spodem prosiłabym o zapoznanie się z informacją!
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 
Rozdział 20
Kroczyła zabłoconą ścieżką w lesie. Na całym obszarze panował mrok. Słyszała swój przyśpieszony oddech i gdzieniegdzie huczenie wiatru. Stąpała jak najciszej potrafiła. Różdżkę miała cały czas w gotowości. Nigdy nie było wiadomo co może wyskoczyć w Zakazanym Lesie. Otuliła się szczelniej cienką, ciemną, szarą peleryną, a kaptur mocniej naciągnęła na głowę. Usłyszała szmer i odwróciła się raptownie, zbyt raptownie i przez to upadła do tyłu, a jej ręka uderzyła o ostry kamień, który przeciął jej przedramię. Zaklęła pod nosem i wyciągnęła różdżkę, aby zatamować krwawienie. Podniosła się powoli i nikogo nie zauważyła. Jej serce ze strachu zaczęło boleśnie obijać się o klatkę piersiową. Swoje kroki skierowała w stronę, gdzie usłyszała szmer. Różdżkę wyciągnęła przed siebie.
-Lumos - Szepnęła, a z różdżka zabłysnęła małym światełkiem.
Idąc powoli i oświetlając sobie drogę cały czas była czujna. Zwracała na wszystko uwagę nawet na najmniejszy powiew wiatru. Huczenie sów, które słyszała w oddali przyprawiało ją o ciarki. Stąpała najciszej jak umiała, lecz zaschnięte liście leżące na drodze nie ułatwiały jej w tym. Kiedy zdołała przecisnąć się przez większość krzaków, ujrzała w oddali dwie postacie. Mężczyznę i kobietę. Jedną stojąca tyłem do niej samej, natomiast drugą siedzącą przy drzewie. Przysunęła się bliżej i to ją zdradziło. Postacie usłyszawszy szmer spojrzały w jej stronę.
-Czekaliśmy na Ciebie - Mężczyzna przy drzewie podniósł się i stanął obok parterki.
-Wreszcie się spotykamy Granger - Powiedziała kobieta, która do tej pory stała odwrócona tyłem.-Więc nie przedłużajmy tego.-Ujrzała różdżkę skierowaną w jej stronę.
-Cruciatus - Zaklęcie poleciało w jej stronę zanim mogła cokolwiek zdziałać.
Zalana potem obudziła się raptownie. Ręce jej drżały, a z czoła spływały strużki potu. Rękę z blizną, którą miała zabandażowaną przesiąknęła krwią. Ten sen był tak realistyczny, że nie mogła się uspokoić. Cały czas przed oczami miała ciemny las i postać z różdżką skierowaną w jej stronę.
-Wdech, wydech, wdech i wydech, spokojnie to tylko sen.-Przetarła rękami twarz i odgarnęła włosy do tyłu.
Spojrzała na zegarek i ciężko westchnęła. Była dopiero trzecia w nocy. Do wstania i zejścia na śniadanie miała pięć godzin.  Nie wiedziała czy dałaby radę teraz zasnąć, więc wygramoliła się z łóżka, nałożyła szlafrok i skierowała się do łazienki. Opłukała twarz chłodną wodą. Oparła się o umywalkę i popatrzyła na siebie w odbiciu lustra. Wystraszyła się, gdy w lustrze dostrzegła bladą twarz z wielkimi cieniami pod oczami. Jeszcze raz przemyła twarz i wyszła z pomieszczenia. Otuliła się szczelniej szlafrokiem oraz skuliła się przy oparciu kanapy. Gdy tak siedziała jej wzrok spoczął na lewej ręce. Od czasu wojny starała się nie wspominać tego dnia, kiedy razem z Harrym i Ronem zostali złapani przez szmalcowników i zaprowadzeni do dworu Malfoy’ów. Byli tam ściągnięci po to, aby wydobyli z nich informacje. Hermiona jedynie przed złapaniem ich zdążyła rzucić na Harry’ego zaklęcie żądlące, dzięki czemu był nie do rozpoznania. Chociaż dziewczyna była pewna jednego. Draco Malfoy od razu poznał Wybrańca, ale postanowił ich nie wydać.  Po tym zdarzeniu zaczęła zadawać sobie wiele pytań. Dlaczego? Przecież nigdy nie pałał do nich sympatią, wręcz nimi gardził i okazywał to na każdym kroku. Więc pytanie dlaczego?
Kiedy siedziała na kanapie usłyszała zamykanie drzwi.
-Co tu robisz Granger?-Odwróciła się do źródła głosu.
Zobaczyła schodzącego Malfoy’a po schodach i kierującego się w jej stronę.
-Jak dobrze wiem jest to pokój Prefektów, więc mam prawo tu być. - Machnęła ręką na pomieszczenie, w którym się znajdowali.
-Oj daj spokój - Zbył ją i podszedł do barku, z którego wygiągnął buletkę Ognistej Whiskey.Chwycił szklankę stojącą obok i nadal sobie trunku.
-Pijesz o... -Popatrzyła na zegarek-trzeciej nad ranem?-Uniosła brwi.
-Tak wyszło - Odpowiedział i oparł się o barek.- A ty co, nie możesz zasnąć?
-Jak widać - Wzruszyła ramionami.
Miedzy nimi zapadła niezręczna cisza. Żadne z nich nie chciało odezwać się pierwsze.
-Wiesz czasami się zastanawiam, co by było gdybyśmy podjęli inne decyzje. - Nadal patrzyła na kominek. - Czy nasze życie nadal wyglądało by tak samo, a może ludzie których kochamy wcale by nie zginęli?
Blondyn zwrócił swój wzrok na nią.
-Noc zwierzeń?-Podszedł do fotela stojącego obok kominka i usiadł na nim-Myślę, że na pewno coś by się zmieniło. Tylko Granger nie mamy pewności, że na lepsze.
-Ale zawsze mogliśmy spróbować-Westchnęła.
-Co cię trapi?-Popatrzył na nią.
Hermiona zdziwiona odwróciła się w jego stronę.
-Chcesz tego słuchać?-Spojrzała na niego z niedowierzaniem. -Moich problemów?
-Mam czas, śmiało.-Wzruszył ramionami i rozłożył się na fotelu.-Chcesz?
Skinął głową na whiskey.
-Nie dzięki.
Kasztanowłosa przetarła twarz oraz zaczęła opowiadać:
-Przed wojną postanowiłam wymazać rodzicom pamięć, aby byli bezpieczni. Córka mugoli, przyjaciółka słynnego Harry’ego Pottera, najmądrzejsza czarownica od czasów samej Roweny Ravenclaw. Myślę, że śmierciożercy byliby zainteresowani zabiciem rodziców panny Granger. Tylko, żeby mnie złamać.-Zamknęła oczy.-Po wojnie, gdy wszystko się powoli zaczęło uspokajać postanowiłam ich odnaleźć. Wysłałam ich wcześniej do Australii, to było ich największe marzenie. Chcieli tam pojechać całą rodziną.-Uśmiechnęła się pod nosem na wspomnienie.-Przeszukałam całą Australię i pustka.
Wzięła głęboki oddech.
-Myślę, że dawno już nie żyją.-Po jej policzku spłynęła łza.
W pokoju nastała cisza. Draco siedział zdziwiony tym jak dziewczyna się przed nim otworzyła. Nigdy nie myślał, że usłyszy kiedyś od niej coś takiego.
-Może jednak gdzieś tam są. Żyją szczęśliwie bez żadnych zmartwień, pracują.
Hermiona wytarła policzek i spojrzała na blondyna.
-Sądzę, że dobrze postąpiłaś -Napił się drinka.-Słusznie nie masz pewności, że nadal żyją, ale nie masz także stuprocentowej racji w tym, że jednak już ich nie ma.
Kasztanowłosa twierdząc pokiwała głową niezdolna do żadnego słowa.
-Wiesz, Granger, też czasami się zastanawiam, co by było gdyby.-Wziął łyk.
-Gdyby co?-Hermiona otuliła się mocniej szlafrokiem.
Malfoy ze zdziwieniem popatrzył na dziewczynę.
-Nie tylko ja będę się otwierać przed tobą, Malfoy.
Chłopak westchnął ,ale pokiwał głową.
-Wszyscy uważają, że zostałem Śmierciożercą z własnej woli. Myślą, że sam chciałem dołączyć do Voldemorta i posłać się w paszcze węża.
Draco zwrócił swój wzrok w okno.
-To nie prawda - Chłopak zrobił krótką przerwę, by zebrać się na odwagę. - Ojciec zmusił mnie do tego, gdybym z własnej woli nie dołączył do szeregów Śmierciożerców…-Pokręcił głową- Szantażował mnie moją matką, Granger.
Hermiona otworzyła szeroko oczy, a szczęka jej opadła.
-Nie dziw się tak. Mój ojciec w tamtym momencie był zdolny do wszystkiego.-Skończył mówić i machnął ręką.
-Nie wiem co powiedzieć -Opuściła głowę i bała mu się spojrzeć prosto w stalowe oczy.
-Lepiej nie rozmawiajmy o tym więcej. Tak będzie lepiej - Dopił swój trunek i wstał z fotela.-Do rana jeszcze trochę zostało. Ja idę spać i tobie też radze tak zrobić, Granger.
Ruszył w stronę swojego dormitorium, a Hermiona pokiwała głową.
-Dobrej nocy, Granger.- Draco wyszedł z pokoju.
-Dobranoc.-Zdążyła odpowiedzieć, zanim chłopak zniknął za drzwiami.
Hermiona idąc do dormitorium popatrzyła na zegarek i zorientowała się, że w salonie spędziła półtorej godziny. Dzięki rozmowie z Malfoy’em także zdążyła przestać myśleć o dziwnym śnie. Weszła do pokoju, odwiesiła szlafrok na krzesło i spokojnie położyła się do łóżka. Po chwili zasnęła.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Od dobrych dziesięciu minut Hermiona siedziała na śniadaniu i grzebała łyżką w swojej owsiance. Zastanawiała się nad swoim wczorajszym zachowaniem. Czemu tak łatwo powiedziała to, co jej leżało na sercu od dłuższego czasu. I akurat zwierzyła się Malfoy’owi. Przecież miała swoich przyjaciół, którzy zawsze by ją wysłuchali.
Nie chcesz ich obarczać swoimi problemami.
Tak, jej podświadomość miała stuprocentową rację. Rodzina Weasley’ów nie otrząsnęła się jeszcze po śmierci Freda. Nie raz widziała jak Ginny opłakuje brata w samotności. Rudowłosa nie chciała się przyznać, że jest jej ciężko. Hermiona starała się robić wszystko co było w jej mocy, aby pomóc ukochanej przyjaciółce. Natomiast Harry, obwiniał się za śmierć tylu osób, którzy zginęli w trakcie wojny. Do dziś nie zapomni dnia kiedy jej czarnowłosy przyjaciel przyszedł do niej wieczorem i wyznał to co mu ciążyło.
Wspomnienie
Kasztanowłosa dziewczyna schodziła właśnie po schodach z wyciągnięta różdżką przed sobą. Zdziwiła się, gdy usłyszała o drugiej w nocy dzwonek do drzwi. Wręcz się przestraszyła. Podeszła do wizjera i spojrzała w dziurkę. Odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła znajomą postać. Przekręciła zamek i otworzyła drzwi.
-Harry, na Boga, wystraszyłeś mnie-Schowała różdżkę do kieszeni.
-Mogę wejść?-Zapytał patrząc na nią smutnym wzrokiem.
-Coś się stało?- Przesunęła się w drzwiach wpuszczając przyjaciela.
Spojrzała jak Harry przetarł ręką zmęczoną twarz i potargał swoje już rozczochrane włosy.
-Potrzebuję porozmiwać-Wyznał w końcu.
Hermiona pokiwała głową i poszła przodem.
-Idź usiądź w salonie, zaparzę nam herbaty - Skręciła w stronę kuchni-Taką jak zawsze?
Zielonooki pokiwał głową i obdarzył ją smutnym uśmiechem. Dziewczyna zagotowała wodę i zalała herbatę waniliową z miodem. Odwróciła się w stronę Harry’ego i zastanawiała się, o czym chciał z nią porozmawiać o drugiej w nocy. Zaparzone herbaty przeleiwtowała do salonu i usiadła naprzeciwko przyjaciela. Chłopak wziął łyk napoju i powiedział:
-Dziękuję. Wiesz, że zacząłem odbudowywać dom w Dolinie Godryka?- Hermiona przytaknęła.- Kiedy sprzątałem natknąłem się na to.
Wyciągnął z kieszeni zgięte zdjęcie, które podał je dziewczynie. Hermiona ostrożnie chwyciła fotografię i przyjrzała się jej. Na zdjęciu stały dwie dorosłe osoby, jedna z nich trzymała małe dziecko na rękach, a druga nachyliła się na dzieckiem i dała mu całusa w czoło.
-To twoi rodzice-Bardziej stwierdziła, niż zapytała.
-Tak - Pokiwał głową i uśmiechnął się smutno.-Wiesz czasami się zastanawiam, co by było gdybym jednak się nie urodził albo Voldemort zabiłby mnie razem z moimi rodzicami, jakby wtedy świat wyglądał.
Kasztanowłosa uniosła raptownie głowę, podeszła do chłopaka i chwyciła go za rękę.
-Harry, popatrz na mnie -Poprosiła, a kiedy przyjaciel spełnij jej prośbę, kontynuowała dalej-Ocaliłeś, cały świat czarodziejów, nie poddałeś się pomimo ciężkich chwili, walczyłeś do końca. Nie raz uratowałeś mnie czy Rona. Dawałeś nam wsparcie, którego tak  bardzo wtedy potrzebowaliśmy.-Przerwała na chwilę i uścisnęła mocniej rękę Pottera.-Nie obwiniaj się za śmierć rodziców Harry. Każdy kiedyś coś, kogoś poświęcił. Uwierz mi wiem to ze swojego doświadczenia.   Miałeś wyjątkowo ciężko od samych urodzin, ale dałeś radę pomimo wielu trudnych sytuacji. Jestem pewna, że twoi rodzice czuwają nad tobą i są z Ciebie dumni. – Uśmiechnęła się do niego pocieszająco.
Zielonooki patrzył na Hermionę cały czas, a kąciki ust lekko drgnęły do góry. Kasztanowłosa przysunęła się do przyjaciela oraz mocno go przytuliła.
-Harry, zawsze możesz na mnie liczyć. Pamiętaj o tym dobrze?
-Dobrze, dziękuję Hermiono.-Czarnowłosy przytulił mocniej przyjaciółkę.
Koniec wspomnienia
Kiedy ponownie skupiła się na swojej owsiance postanowiła w końcu jej trochę zjeść. Siedziała przy stole Gryffindoru i wzrokiem szukała swoich przyjaciół. Zobaczyła ich przy wejściu do Wielkiej Sali. Harry dyskutował o czymś z Ronem,  a Ginny zobaczywszy Hermionę pomachała i pobiegła do niej.
-Cześć Miona - Dziewczyny przytuliły się nawzajem.
-Hej - odpowiedziała.
-Prawda, że pamiętasz o jutrzejszym treningu? - Rudowłosa założyła ręce na piersi.
-Pamiętam, przed kolacją?
Młoda Weasley pokiwała głową i usiadła obok.
-Jeśli się nie zjawisz to sama cię tak siłą zaciągnę - Hermiona uśmiechnęła się pod nosem na tę groźbę.
 Kasztanowłosa spojrzała na dwójkę przyjaciół, którzy podeszli do nich i przyłączyli się do stołu.
-Cześć Hermiono - Powiedzieli obydwoje.
-Cześć - Posłała im uśmiech. -Ron, co ty taki niewyraźny.
-Zapomniał o wypracowaniu na Eliksiry - Harry odpowiedział za kolegę sięgając po herbatę.
-Ron, przecież wiesz, że dostaniesz Trolla - Pokręciła głową.
-Wiem, ale nawet gdybym teraz napisał cos na szybko to i tak dostanę T -Przetarł ręką twarz.- Matka mnie zabije.
Rudowłosy schował głowę między rękami . Hermiona westchnęła na ten widok i sięgnęła ręka do swojej torby.
-Spisz trochę ode mnie, ale pamiętaj pozmieniaj kolejność zdań, przekształć je  zrób cokolwiek, aby Snape się nie domyślił.-Podała mu pergaminy.
-Dziękuję Hermiono. Ratujesz mi życie - Wyciągnął swój czysty pergamin, przesunął talerz i zaczął pisać.
-Musisz się pośpieszyć Ron, masz jeszcze…-Harry popatrzył na zegar wiszący w Wielkiej Sali-piętnaście minut.
-Bardzo pomocny jesteś.-Odpowiedział rudowłosy nawet na niego nie patrząc.
Hermiona zaśmiała się pod nosem i wstała od stołu kierując się do wyjścia.
-A ty gdzie idziesz?-Ginny obróciła się do niej.
-Muszę zajrzeć jeszcze do biblioteki - Odpowiedziała i poszła.
Kierując się do biblioteki, pomasowała swoja lewą rękę, która dawała się we znaki. Syknęła, kiedy rana mocniej zabolała. Zatrzymała się przy filarze, obejrzała się za siebie i kiedy była pewna, że w pobliżu nikogo nie ma, wyciągnęła z torby eliksir wiggenowy. Szybko go odkręciła i wypiła jednym haustem. Schowała pustką buteleczkę do kieszeni i ruszyła dalej. Będąc przy bibliotece usłyszała jak ktoś ja woła.
-Hermiono - Zobaczyła Maksa idącego w jej stronę.

-Witaj Maks -Uśmiechnęła się do Ślizgona.-Co się do mnie sprowadza.

-Szczerze do mam do Ciebie ogromną prośbę, czy mogłabyś mi pomóc w napisaniu wypracowania na Zaklęcia?-Zapytał patrząc na dziewczynę, uśmiechając się przyjaźnie.

-Oczywiście nie ma problemu, Zaklęcia są jutro po obiedzie to może od razu po śniadaniu? Godzina powinna nam wystarczyć.-Zaproponowała.-Wybacz dzisiaj mam pierwszy trening i musze na nim być.

-Nie ma problemu. Mi pasuje, jeszcze raz bardzo dziękuję -Podszedł do dziewczyny i pocałował ją w policzek.-Do zobaczenia!-Powiedział oraz poszedł w swoją stronę.

Hermiona stała zdziwiona czułym gestem chłopaka. Czuła jak na jej policzki wyskakuje rumieniec. Na co pokręciła głową, ale mimo wszystko uśmiechnęła się pod nosem. Po tym jak się otrząsnęła weszła do biblioteki.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
-Pośpiesz się Ron - Powiedział Harry, idąc szybkim krokiem w stronę sali od Eliksirów.-Snape nas zabije za te spóźnienie. Zobaczysz.
-Nie dobijaj mnie Harry, muszę jakoś Hermione oddać to wypracowanie, aby Snape nie zobaczył.-Panikował.
-Było trzeba nie zapomnieć o wypracowaniu -Narzekał Wybraniec.
Kiedy obydwoje znaleźli się przy drzwiach wzięli głęboki oddech.
-Gotowy?-zapytał Harry.
-Oczywiście, że nie. On nas zabije.
Harry nacisnął na klamkę i szybko otworzył drzwi.
-Przepraszamy za spóźnienie.-Powiedzieli obydwoje.
Cała klasa odwróciła się w ich stronę. Hermiona ujrzawszy Rona i Harry’ego odetchnęła i dziękowała w myślach, że nauczyciel nie sprawdził jeszcze ich wypracowań.
-Potter, Weasley minus 10 punktów od każdego z was za spóźnienie.-Popatrzył na nich srogo.-Siadać na miejsca -Rozkazał i powrócił do lekcji.-Dzisiaj wykonacie eliksir wiggenowy. Ma on wam wyjść perfekcyjne, inaczej dostanie Okropnego, a niektórzy z was Trolla…
Blaise odwrócił się do Draco.
-Dobrze, że zapomniał o wypracowaniach - Szepnął do przyjaciela zadowolony.
-I jak mówiłem nie zapomniałem o wypracowaniach, panie Zabini-Wyprowadził chłopaka z błędu.-Wszystkie prace chcę widzieć na biurku po zajęciach, inaczej wasz dom straci punkty.
-Mam przechlapane - Załamał się Blasie.
-Nie mów, że nie napisałeś go?-Bardziej stwierdził, niż zapytał Draco.
-Zapomniałem - Wzruszył ramionami.
-Przyznaj się, że ci się po prostu nie chciało - Odwrócił się do nich Teodor.
-Dajcie spokój, Snape nie odejmie nam punktów.-Machnął ręką Zabini.
-Żebyś się nie zdziwił - Zaśmiał się ponuro Draco.
Snape napisał na tablicy numer strony, a uczniowie zabrali się za robienie  eliksiru. Hermiona otworzyła książkę na danej stronie i położyła ją na ławce, przed sobą i Ginny.
-Ja pójdę po składniki, a ty podgrzej wodę Gin.
Dziewczyna powoli skierowała się w stronę składzika ze składnikami. Nie chciała się przepychać przez tłum uczniów i przez przypadek czegoś nie rozbić. Kątem oka zobaczyła, że Malfoy także idzie po składniki, co zaskutkowało tym ,że jeszcze bardziej zwolniła. Po dzisiejszej rozmowie chłopakiem nie miała ochoty go spotkać. Teraz miała do siebie żal, że akurat jemu się zwierzyła.
Ulżyło ci.
Racja ulżyło jej, ale to i tak nie zmienia faktu, że powiedziała swoje tajemnice się akurat jemu.
Chwila słabości.
Tak to sobie tłumaczyła, ale nie mogła zaprzeczyć, że Ślizgon nie był dobrym słuchaczem. Wysłuchał jej, a dopiero potem, powiedział co o tym sądził.
Ron nigdy nie umiał słuchać.
Potrząsnęła głową, aby za bardzo się nie rozpraszać i gdy uczniowie odeszli od składzika sama sięgnęła po potrzebne składniki.
-Krew salamandry, kręgosłup skorpeny, śluz gumochłona…i gdzie jest…-Przesuwała ręką niepotrzebne fiolki.
-Woda miodowa. Tutaj, Granger-Usłyszała obok siebie głos i wystraszona upuściła krew salamandry.
Gdyby nie szybka reakcja chłopaka, który złapał fiolkę, teraz wszędzie byłaby substancja.
-Masz dwie lewe ręce, Granger -Pokręcił głową i oddał jej składnik.
-Dzięki ,ale nie było trzeba. Dałabym sobie radę-Odwróciła się do niego oraz wzięła z półki wodę miodową.
-Gdyby nie ja, Snape by się wkurzył za to, że zmarnowałaś jego ważne składniki, plus dałby ci szlaban i odebrał punkty.-Wyrecytował chłopak.
-Och, zamknij się, Malfoy-Chciała go ominąć, ale chłopak złapał ją za ramię.
-Granger dzisiejsza rozmowa pozostaje tylko między nami.-Popatrzył na nią przenikliwie.
-Przecież wiem - Uniosła głowę wyżej.-Myślisz, że mam ochotę chodzić i rozpowiadać na prawo i lewo wszystko co od Ciebie usłyszę? –Odwróciła się w stronę swojej ławki. -Nie jesteś zawsze w centrum uwagi, Malfoy.
Hermiona pokręciła głową i nie zwracając już uwagi na blondyna wróciła do Ginny. Położyła składniki na stole i dodała krew salamandry do kociołka.
-Wszystko okej?-Zapytała Ginny wyczuwając irytację przyjaciółki.
-Malfoy - Waknęła zezłoszczona dziewczyna.
-Olej go -Machnęła ręką- Co ty na to, żeby wyjść z Pansy i Dafne w piątek do Hogsmeade?
-Jasne czemu…
Przecież masz zadanie do wykonania wraz z Zakonem, Hermiono myśl.
-Jednak nie mogę Ginny, McGonagall powiedziała, że będę jej potrzebna. –Spojrzała przepraszająco na przyjaciółkę.
-To może weekend?-Podsunęła.
-Nie wiem Gin, poinformuję cię jak coś się zmieni dobrze?
-Dobrze - Odpowiedziała ze smutną miną i we dwie wróciły do wykonywania eliksiru.
Kasztanowłosa wraz z rudowłosą starannie warzyły podany eliksir. Hermiona, bardzo się starała na tych lekcjach, ponieważ profesor Snape za jakiekolwiek niedociągnięcia odejmował duże ilości punktów dla Gryffindoru, a niestety Slytherin faworyzował. Gdy lekcja powoli dobiegała końca każdy uczeń kończył robić eliksir i podpisywał go. 
-Przypominam oddajcie swoje eseje - Nakazał Snape.
Wszyscy zaczęli wyjmować swoje,  podchodzić go biurka Snape i oddawać mu prace. Kiedy Ron wstał ze swojego miejsca, esej Hermiony wziął ze sobą i trzymał go pod swoją pracą. Pansy Parkinson właśnie podchodziła do biurka profesora i kładła na nim swoje wypracowanie. Rudowłosy zauważywszy to szybkim krokiem podszedł do kasztanowłosej i położył jej na ławce esej.
-Jeszcze raz dziękuję.-Szepnął i poszedł dalej.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Kolejne lekcje minęły dziewczynie nadzwyczaj szybko, nie zorientowała się,  a już był obiad. Po posiłku postanowiła pójść do dormitorium i tam odpocząć, a później przygotować się na pierwszy trening Gryfonów. Szczerze była cała zestresowana, to drugi raz gdy będzie latać w obecności przyjaciół. Dostała się do drużyny to fakt. W końcu trenował ją sam szukający z Nietoperzy z Ballycastle - Brian Crover. Przy nim bez najmniejszego problemu nauczyła się latać na miotle.
Przypomniała sobie jak na czwartym roku poznała Wiktora Kruma. Każdy się zdziwił, gdy przyszła z nim na Bal Bożonarodzeniowy. On jako jedyny nie widział w niej tylko gryfońskiej kujonki. Chodził z nią do biblioteki, rozmawiali na różne tematy. Nawet okazało się, że mają ten sam gust. Aż w końcu po dużej ilości spotkań zaprosił ją na bal. Dziewczyna zgodziła się od razu, bo wiedziała, że przy nim czuje się dobrze. Niestety jak to bywało w zwyczaju Rona, zepsuł ten wyjątkowy dzień dla Hermiony. Rudowłosy musiał oczywiście powiedzieć co sądził o tym ,że poszła z Krumem. Starała się tym nie przejmować przez resztę wieczoru, ale piękny czar prysnął natychmiast. Wiktor był tak miły, że gdy zobaczył jej zły nastrój zaproponował udanie się w ustrojone miejsce. Nie chciała też zepsuć mu wieczoru, ale chłopak powiedział, że tylko przy niej czuje się dobrze.
Po ukończeniu Turnieju Trójmagicznego i po powrocie chłopaka Durmstrangu, Hermiona i Wiktor pozostali w kontakcie listowym. W trakcie wojny, żadne z nich nie miało czasu na pisanie listów, lecz gdy wojna dobiegła końca, Hermiona spotkała chłopaka w Ministerstwie Magii. Zaproponował jej wypad na kawę, na który się zgodziła. Kiedy siedzieli w kawiarni i rozmawiali, dziewczyna dowiedziała się, że Krum nadal pozostał w Bułgarskiej drużynie narodowej Quidditcha. Sama opowiedziała mu o swoich planach na przyszłość i o tym jak wyruszy na poszukiwanie rodziców. Razem spędzili parę godzin, ale każde z nich musiało rozejść się później w swoją stronę. I tak ponownie złapali ze sobą kontakt listowy.
Kiedy dotarła do dormitorium, usiadła przy biurku i wyjęła z szufladki czysty pergamin, pióro i atrament. Postanowiła napisać do chłopka.
Drogi Wiktorze!
Nawet nie wiesz jak stęskniłam się za naszymi listami. Dawno ze sobą nie pisaliśmy. Pewnie wynika to ze zbliżających się dla Ciebie mistrzostw, a ja, cóż, rozpoczęłam ponowie siódmy rok. Nawet nie wiesz jak dobrze było mi tutaj wrócić. Zobaczyć odbudowaną szkołę, i ponownie wbić się w wir nauki. Codzienne pisanie esejów, narzekanie na profesora Snape, sprzeczanie się z przyjaciółmi. Tak podczas wojny bardzo mi tego brakowało. Pamiętasz jak mówiłam ci, że chciałabym dla  odmiany nauczyć się latać na miotle? Postanowiłam spróbować swoich sił w Quidditchu. Harry przyjął mnie do drużyny jestem Ścigającą. Zaskakujące, prawda? Sama nie mogę nadal w to uwierzyć. Zapewne spytasz się, kto nauczył mnie latać. Pozwól , że pozostawię to na razie w tajemnicy. Dobrze wystarczy o mnie. Wypadałoby się zapytać co u Ciebie. Jak idą przygotowania do mistrzostw? Zapewne dużo trenujecie. Pamiętaj trenuj mądrze, nie przemęczajcie się tam. Życzę Ci powodzenia!
Całuję i ściskam,
Hermiona
Skończywszy pisać, zapakowała list w kopertę i po treningu pójdzie zanieść go do Sowiarni. Wyprostowała ręce do góry i odchyliła się n krześle.
-Uf, jeszcze się dziś zmęczysz Hermiono - Powiedziała do siebie i spojrzała na zegarek.
Nawet nie zorientowała się, gdzie minął jej tak szybko czas. Musiała już szykować się na trening. Wstała i podeszła do szafy, wyciągnęła z niej strój na trening i przebrała się. Wychodząc z pokoju wzięła swoją miotłe, która stała przy oknie i popędziła na tening. Schodząc po schodach natknęła się na Ginny, która powiedziała jej, że Harry i Ron już dawno poszli na boisko.
-Stresujesz się?-Zagadnęła Gin.
Gryfonka popatrzyła na przyjaciółkę i pokiwała głową.
-Nie masz czego będzie dobrze. Zobaczysz-Pocieszyła ją.-Kiedy pierwszy raz poszłam na trening także się bardzo stresowałam. Nawet chciałam zawrócić do dormitorium-Zaśmiała się na wspomnienie.-Ale pokonałam strach i świetnie się bawiłam.-Pociągnęła Hermione za rękę-A teraz chodź, bo się spóźnimy.
Kiedy dotarły na boisko zobaczyły stojącego Harry’ego przed drużyną, i resztę ustawioną przed nim.
-Wszyscy już jesteśmy. To dobrze. –Uśmiechnął się w stronę Hermiony.- Naszym pierwszym meczem w tym roku będzie rywalizacja z Hufflepuffem. Dokładnej daty jeszcze nie znamy, ale warto zacząć przygotowania.
Wyjął różdżkę z kieszeni  i wyciągnął z kieszeni mały przedmiot, po czym powiększył go. Oczom zawodników ukazała się tablica z przyczepionymi nazwiskami i pozycjami zawodników z Hufflepuffu.
-Na pozycji Ścigającego znajduje się Zachariasz, Cadwallader, Susan.-Pokazał różdżką na tablicy-Pałkarzami są Kay i Kevin. Obrońcą jest Luke, natomiast szukającym Summerby. Jak pamiętamy Summerby nie gra najlepiej, ale reszta zespołu podtrzymuje go na duchu i stara się mu pomóc. Susan i Zachariasz tworzą zgrany zespół i najczęściej podają kafla między sobą. Najczęściej Cadwallader lata koło Obrońcy, ponieważ podają mu pod koniec, a ten wbija kafla w obręcz. Key'a nie ma się co obawiać, natomiast Kevin jest silny i mocno odbija tłuczkiem, więc na niego musicie zwracać uwagę. –Skończył swój wykład. -Jeśli drużynę Hufflepuffu mamy omówioną, to przyszedł czas na nas.-Zmienił nazwiska na tablicy.
-Na Ścigającymi zostają Ginny i Katie. Dołączyła do nas Hermiona, która też będzie na pozycji Ścigającego, Pałkarzami są Ritchie i Jimmy. Obrońcą jest Ron, a szukającym będę ja.  W tym roku ponownie chcemy zdobyć puchar Quidditcha, więc jeśli wygramy z Hufflepuffem, a Slytherin z Ravenclaw to zagramy z nimi.. Musimy solidnie trenować, ale także nie możemy doprowadzić do żadnej kontuzji, czy to zrozumiałe?-Zapytał.
-Tak!-Wszyscy głośnie potwierdzili.
-Dobrze jeśli tak, to możemy rozpocząć trening. Na początku pięć kółek dokoła boiska.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Draco Malfoy właśnie zbierał się na szlaban. Niestety nie miał okazji zjeść kolacji, ponieważ profesor wymyślił sobie, że pójdą na szlaban w trakcie posiłku. Więc z tego powodu szedł zmęczony i głodny. Narzucił na siebie bluzę, wziął różdżkę i skierował swoje kroki do sali od Eliksirów. Szedł z rękami w kieszeni i rozmyślał nad rozmową z Granger. Wiedział, że dziewczyna nie piśnie ani słowa, ale wolał się upewnić. Nigdy nie lubił rozmawiać o Śmiercożercach. Dołączył do nich tylko ze względu na bezpieczeństwo matki. Zawsze stawiał ją nad sobą i dbał o nią, najlepiej jak potrafił. Matka zawsze opiekowała się nim, gdy był małym chłopcem, który chował się przed ojcem. Teraz była jego kolej, aby się odwdzięczyć. Pomimo zmiany, jaka zaszła w Lucjuszu po wojnie, wolał dmuchać na zimno. 
Zbliżał się właśnie do sali i ujrzał Blaise'a siedzącego przy drzwiach oraz Teodora stojącego obok z założonymi rękami.
-A co on tak wcześnie tutaj?-zapytał zdziwiony blondyn Teodora.
-Postanowił być piętnaście minut wcześniej, aby Snape nie wlepił mu kolejnego szlabanu-Wyjaśnił Nott.
-I dobrze. W końcu przez niego się tu znajdujemy-Podsumował. 
-Przeze mnie?-Odezwał się czarnoskóry.
-A kto chciał śledzić Granger?-Rozłożył ręcę.
-Ty też chciałeś-Wstał i pokazał na niego palcem.
-Och, na Merlina, przestańcie chociaż teraz się ze sobą kłócić.-Pokręcił głową Teodor.-Niech Snape tu szybciej przyjdzie i miejmy to za sobą.
-Nie ma go jeszcze?-Zdziwił się Draco.
-Pewnie siedzi w Wielkiej Sali i je kolacje.-Chwycił się za brzuch Blaise.-Umieram z głodu.
Minęło dziesięć minut, a profesor nadal się nie zjawił. 
-Może o nas zapomniał.-Podsunął Diabeł.
Kiedy Teodor miał już mu odpowiedzieć za rogu Draco ujrzał czarną długą szatę i idącą korytarzem postać.
-Nie zapomniałem panie Zabini i na przyszłość mam bardzo dobry słuch.-Snape wyłonił się z ciemności i podszedł do drzwi, które otworzył za pomocą zaklęcia. -Zanim wejdziecie oddajcie swoje różdżki.-Wystawił do nich rękę, a każdy z nich niechętnie oddał mu swój atrybut.-A teraz zapraszam.
We trójkę niechętnie weszli do sali i odwrócili się do profesora.
-Jak widzicie sala jest cała brudna po dzisiejszych zajęciach. Macie ją wysprzątać na błysk i posegregować fiolki z eliksirami. Ma być zrobione wszystko dokładnie, jeśli będzie to zrobione beznadzieje to cofnę wszystko do poprzedniego stanu i będziecie czyścić to tyle razy, aż będę zadowolony. Zrozumiano?
Pokiwali głowami.
-Miotły, wiadro i szmaty macie w składziku po lewej.-Wskazał ręką-Jeśli się rozumiemy to przyjdę tu za  półtorej godziny i sprawdzę jak wam idzie.-Po tym wyszedł z sali i zamknął drzwi zaklęciem.
-Merlinie, co oni tu robili? - Zapytał przerażony Blaise, patrząc na brudną salę, gdzie walały się fiolki, a kociołki stały upaprane w różnych maziach. Stoły pokryte były porozrzucanymi książkami, albo kawałkami niektórych składników. –I my to mamy sprzątać?-Załamał się.
-Uspokój się, Blaise-Powiedział Nott, wyciągając z kieszeni trzy zapasowe różdżki.-W końcu jesteśmy Ślizgonami, nie trzymamy się zasad - Zaśmiał się chłopak.
-Wiesz, że kocham cię Teosiu?-Podszedł do niego Blaise.-Daj buziaczka.
-Odejdź ode mnie, inaczej zabiorę ci tę cholerną różdżkę i będziesz sprzątał rękami.
Draco widząc to roześmiał się i zabrał się za sprzątanie.
-Zróbmy to szybko i wyjdźmy z tej cholernej sali.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Proszę o przeczytanie!

Okej mamy w końcu rozdział wiem, że miał być lipcu, ale niestety został przełożony przez sprawy osobiste.  Mogę w pełni powiedzieć wam, że akcja zaczyna się rozkręcać. 
Ogółem mam dla was ważną informację dotyczącą opowiadania i potrzebuję waszej opinii. Pierwsze rozdziały tego opowiadania są dość kiepskie i niestety nie jestem z nich zadowolona. Chciałam je całkowicie poprawić, ale kiedy bym to robiła musiałabym zawiesić opowiadanie na jakiś czas. Możliwe jest także to, że zmniejszyłaby się ilość rozdziałów. 
I teraz mój pomysł. Doszłam do wniosku, że może lepszym rozwiązaniem byłoby zrobienie z tego opowiadania 5-6 częściowej miniaturki. I wtedy rozpoczęłabym ją inaczej oraz zakończyła w miniaturce całe opowiadanie.  Oczywiście wszystkie jej części byłyby dość długie. 
Więc tak, która forma wam bardziej odpowiada? Mi osobiście bardziej psuje pomysł drugi, ale chcę znać także wasza opinię. Bardzo prosiłabym was o dokonanie wyboru oraz podzielenie się ze mną nim w komentarzu.
Szablon