poniedziałek, 12 czerwca 2017

Rozdział 19



Przychodzę do was z kolejnym rozdziałem, pojawił się on z lekkim opóźnieniem z powodu spraw osobistych. Jest także trochę krótszy od poprzedniego, ale mam nadzieję, że spodoba wam się.

Zapraszam do czytania! Było by mi miło gdybyś zostawił po sobie ślad w postaci komentarza.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 
Rozdział 19
Kiedy przestraszona zamknęła oczy i ponownie je otworzyła, postać w lustrze zniknęła? Niedowierzając zamrugała i popatrzyła jeszcze raz na szkło. Dla pewności sprawdziła, czy na pewno krwawi. Dotknęła ucha i spojrzała na rękę, jednak nadal znajdowała się tam jej krew. Nic nie rozumiała. Sprawdziła nawet, czy nie ma gorączki, by usprawiedliwić przewidzenia.
-Pewnie się nie wyspałam –Odparła.
Chciała wyjść z łazienki, jednak od razu zakręciło jej się w głowie i gdyby nie czyjeś ramiona upadłaby na ziemię.
-Granger, dobrze się czujesz?-Usłyszała nad sobą głos.
-Malfoy?-Zdziwiła się.-Co ty tu robisz?-Odsunęła się od niego.
-Mógłbym cię zapytać o to samo.
-To już pójść do łazienki nie można, bo ty się w niej znajdujesz?- Zapytała ironicznie, krzyżując ręce na piersi.
Draco przyjrzał się jej uważnie.
-Masz krew na policzku krew, Granger.-Zauważył-Co się dzieję?
-A to już na pewno nie powinno cię interesować.-Zakryła ręką zaschniętą krew i ruszyła w stronę drzwi.
Chłopak stojąc nadal w tym samym miejscu, gdzie złapał dziewczynę pokręcił głową i zaraz po niej wyszedł z łazienki. Idąc korytarzem na lekcje zastanawiał się, skąd Granger mogła mieć ślady krwi na policzku. Jednak zaraz się opanował.
-Co się to obchodzi, Draco.-Mruknął do siebie.
Skręcił w prawy korytarz i z daleka ujrzał swoich przyjaciół. Głośno rozmawiającego Blaise’a machającą przy tym rękami Pansy i stojących u boku Teodora i Dafne.  Westchnął pod nosem.
-W końcu-Blaise odwrócił się.-Martwiłem się, że już nie przyjdziesz.
Draco popatrzył na przyjaciela i wywrócił oczami.
-Nie rób tak, bo ci zostanie - Ostrzegła go Pansy i weszła do klasy.
**^^**^^**
Siedząc w klasie na Transmutacji, Hermiona nie mogła porzucić myśli, że w lustrze dostrzegła twarz Bellatrix. Nie mogło jej się to przewidzieć. Przecież wzrok miała dobry. Przed wyjściem zmyła krew z twarzy i wypiła jeszcze jeden eliksir na wzmocnienie.  Część kolorów wróciła na jej twarz, jednak nadal była dość blada.  Ginny, która siedziała obok niej, co chwila zerkała na nią i pytała się, czy na pewno dobrze się czuje.
-Hermiona, jeśli źle się czujesz to mów. Nie wyglądasz za dobrze. - Szepnęła do przyjaciółki.
-Tak, wiem Gin. Ale wszystko jest w porządku. Na serio. –Odpowiedziała cicho.
Profesor McGonagall podeszła do tablicy i machnęła ręką, gdzie pojawił się napis.
-Zróbcie esej na minimum 5 woluminów. Macie czas do czwartku. – Poinformowała uczniów.
Zadzwonił dzwonek i wszyscy zaczęli zbierać się do wyjścia.
McGonagall podeszła do ławki Hermiony i Ginny.
-Pani Granger, proszę zostać na chwilę. – Uśmiechnęła się nauczycielka.
-Dobrze, pani profesor - Rudowłosa skierowała swój wzrok na dziewczynę. – Idź, dogonię cię.
Weasley skinęła głową i wyszła z klasy.
-Czy coś się stało, pani profesor?-Zapytała.
- Przyjdź dzisiaj do mojego gabinetu po kolacji. Dostaliśmy pierwsze informacje dotyczące pobytu Śmierciożerców. – Powiedziała profesorka i usiadła przy biurku.
Hermiona skinęła głową i wyszła z klasy.
Idąc korytarzem zastanawiała się, kogo mogli namierzyć i komu się to udało. Wszyscy pozostali wierni Czarnemu Panu nie mogli ukrywać się razem. To byłoby nierozsądne. Kierując się na kolejne zajęcia, usłyszała tupot butów po korytarzu. Zatrzymała się i rozglądnęła dookoła.
-Jest tu ktoś?-Zawołała.
Odpowiedziała jej cisza.
-Chyba zaczynam wariować – mruknęła do siebie i poszła dalej.
Ten sam dzień-obiad
-Hermiono, czy aby na pewno dobrze się czujesz? - Zaczął Harry siadając przy stole.
-Nic mi nie jest, Harry. Proszę nie zachowuj się tak jak Ginny.-Przewróciła oczami.
-Ona się tylko martwi Miona. Nie wyglądasz dzisiaj za dobrze.-Zauważył.
-Jeśli coś mi będzie dolegać to przyjdę i wam powiem.  Zgoda? -Popatrzyła na chłopaka.
-Niech ci będzie.- Westchnął Harry, nakładając sobie jedzenie.
Kiedy dwójka przyjaciół zabrała się do spożywania posiłku, do stołu Gryfindoru przybiegł Ron.
-Przegapiłem coś?-Zapytał dysząc.
-Tak Ron, przegapiłeś wszystkie poranne zajęcia.-Oświadczył Harry-Zostało ci już tylko Zielarstwo.
-Przegapiłem?! Która jest już godzina?- Wytrzeszczył oczy.
-Właśnie jemy obiad, więc na pewno nie ósma.-Hermiona odwróciła się do rudowłosego.
-Matko…-Złapał się za głowę.
-Przyjdź przynajmniej na Zielarstwo-Dziewczyna wstała od stołu.
-A ty, gdzie się wybierasz. –Harry złapał ją za rękę.-Nawet nie zjadłaś.
-Nie jestem głodna.-Powiedziała i wyszarpnęła rękę z uścisku. Z głową spuszczoną w dół wyszła z Sali.
Ron wskazał palcem na kasztanowłosą. Okularnik opuścił ręce i nic nie powiedział.
**^^**^^**
Draco po wszystkich zajęciach od razu udał się do dormitorium. Rzucił torbę na łóżko, wyciągnął pergamin, pióro i zaczął pisać list do matki. Sowa siedząca do tej pory na parapecie wleciała na jego ramię i usiadła.
-Tak, tak już piszę -Powiedział, kiedy sowa dziabnęła go w ramię.
Droga Matko,
Jak na razie dni w Hogwarcie mijają mi dobrze. Muszę Cię niestety zmartwić. Już zdążyłem zarobić sobie szlaban z Blaisem i Teodorem. Niedługo z drużyną zaczynamy solidne treningi. Mamy zamiar w tym roku zdobyć puchar. Tak wiem mam nie zaniedbywać nauki, dobrze matko. Jeśli będę znał już konkretną datę, poinformuję Was wtedy.
Całuję, Draco.
Kiedy skończył pisać list, włożył go do koperty i podał sowie.
-Wiesz, gdzie masz lecieć - Podszedł z sową na ramieniu do okna i wypuścił ją.
Przez chwilę stał przy oknie i obserwował odlatującego ptaka, który po chwili zniknął za horyzontem. Spojrzał na zegarek i stwierdził, że ma jeszcze czas do końca obiadu, więc udał się na niego. Kiedy usiadł przy stole Slytherinu zagadał go Teodor:
-Draco, kiedy planujesz rozpocząć treningi?
-Myślałem nad tym i sądzę, że możemy zacząć od piątku.- Odpowiedział.
-Rozniesiemy ich w tym roku - Zaśmiał się Blaise.
**^^**^^**^^**
Hermiona po obiedzie udała się do biblioteki, by napisać esej na Transmutację. Pisząc go czas mijał jej bardzo szybko. Po skończeniu udała się do swojego dormitorium. Była bardzo zmęczona i prawdopodobnie eliksir uspokajający przestał działać. Idąc korytarzem przed jej oczami obraz zaczął się rozmazywać.  Przystanęła na chwilę przy ścianie, wzięła głęboki oddech i ruszyła dalej. Gdy już weszła do pokoju, zdjęła torbę z ramienia i usiadła na łóżku.
Spojrzała na swoją bliznę, która była cała zaczerwieniona. Przy każdym dotyku rana niemiłosiernie piekła. By uśmierzyć ból dziewczyna polewała rękę zimną wodą. Chwilowo poczuła ulgę, ale pieczenie powróciło. Spróbowała ignorować ból, ale się nie dało. Załamała się, cokolwiek by nie zrobiła cierpienie powracało. Usiadła na podłodze a kolana podciągnęła pod brodę. Objęła je rękami, a głowę schowała tak, że było widać tylko kasztanowe loki. Przez ten czas zastanawiała się, jakim cudem znamiennie na jej przedramieniu powróciło. Od czasu, kiedy Bellatrix wyryła na jej ręce napis szlama – znak ten zdążył zblednąć, a opuchlizna zeszła.
-Weź się w garść Hermiono - Powiedziała do siebie. Wstała z podłogi i przemyła wodą twarz.
Wyszła z łazienki i spojrzała na zegarek, który leżał na stoliku nocnym.  Do kolacji zostało jej jeszcze dwadzieścia minut, a z racji tego, że nie była głodna postanowiła ominąć kolację.  Miała zamiar od razu iść do gabinetu McGonagall. Zdjęła szatę szkolną i na białą koszulę założyła czarny, obszerny sweter. Wyszła ze swojego dormitorium i swoje kroki skierowała do dyrektorki. Była ciekawa, czy tym razem też zjawią się członkowie Zakonu. Będąc przy gargulcu, strzeżącego wejścia do gabinetu, podała hasło i weszła na długie schody prowadzące w górę. 
Zapukała do drzwi.
-Proszę -Usłyszała głos profesor Minerwy McGonagall.
Kiedy weszła do pomieszczenia ujrzała Moody’ego i Lupina wraz z Tonks.
-Dobry wieczór – skinęła na wszystkich.
Profesorka przywitała się i wskazała na krzesło stojące przy biurku. Hermiona usiadła na nim.
-Dobrze, Hermiono jak już ci mówiłam zdołaliśmy ustalić lokalizacje Śmierciożerców. Oczywiście nie wszystkich.- Zaczęła nauczycielka.
-Rosier i Rowle przebywają teraz na obrzeżach północnej Walii –Lupin wyczarował przed nimi mapę i zaznaczył na niej dany obszar.
-Przebrzydli Śmierciożercy, zapewne kierują się w stronę swojej, dawnej siedziby. Jeszcze za czasu pierwszej wojny to była ich kryjówka. Przepytując jednego ze zwolenników, zdołałem wyciągnąć potrzebne nam informacje i takim sposobem dowiedzieliśmy się, gdzie wówczas przebywali.-Wspomniał Moody. - Niestety Ministerstwo uznało, że nie ma potrzeby niszczyć siedziby. W sumie może dobrze zrobili, bo wiemy teraz, gdzie Rosier z Rowlem się udają.- Powiedział.
-Któregoś razu słyszałam, jak niektórzy mówili coś na temat tej kryjówki. Podobno znajduję się gdzieś w górach, w jaskini. –Nimfadora wskazała lokalizację na mapie.
-Dobrze mamy potrzebne informacje. Hermiono mam nadzieję, że nie rozmyśliłaś się.-McGonagall zwróciła swój wzrok na dziewczynę.
-Oczywiście, że nie pani profesor, jeśli mogę pomóc Zakonowi, zrobię to zawsze.
-Dziękuję ci jeszcze raz, Hermiono-Powiedziała.-Razem z Zakonem Feniksa jesteśmy ci wdzięczni.
-Dobrze, jeśli mamy wstęp już za sobą to Granger spakuj tylko najpotrzebniejsze rzeczy na piątek.  Wyruszamy wieczorem.-Nakazał Moody.
-Coś szczególnego mam powiedzieć przyjaciołom. Mogą się zdziwić moją nieobecnością.-Spostrzegła.
-Wymyślisz coś, Granger. Jesteś mądrą dziewczyną. - Auror odwrócił się do kominka.-Wracam do Ministerstwa muszę porozmawiać z innymi aurorami.
Za pomocą proszka fiuu czarodziej zniknął w zielonych płomieniach, które przeniosły go do Ministerstwa Magii.
-My z Remusem też będziemy się już zbierać.-Tonks chwyciła męża za rękę. - Do zobaczenia w piątek.
Remus skinął głową w ich stronę.  I tak, jak Alastor zniknęli w płomieniach.
-Co do piątku, postaram się coś wykombinować.  Nie przejmuj się.-Dyrektorka uspokoiła dziewczynę.
-Dziękuję, proszę pani - Popatrzyła na drzwi. -Czy mogłabym już pójść?
-Tak, oczywiście nie będę cię już zatrzymywać. Przekaż proszę panu Malfoy’owi, Steele i pani Abbott, że najbliższe spotkanie prefektów odbędzie się we czwartek. Omówimy parę kwestii. –Zwróciła się do uczennicy.
Hermiona skinęła głową i ruszyła w stronę drzwi. Kiedy dotarła na korytarz, spojrzała na zegarek wiszący przy schodach. Było już po kolacji. Z racji tego, że dziś przypadało jej i Malfoy’owi patrolowanie korytarzy, postanowiła przespać się przed patrolem. Przed pójściem spać nastawiła budzik na dwudziestą pierwszą czterdzieści. Chwilę później zasnęła ze zmęczenia.
**^^**^^**^^**
Harry Potter- chłopiec, który przeżył właśnie przechodził jednym z korytarzy w Hogwarcie. Nie mógł spać w nocy, więc postanowił przejść się  pod peleryną-niewidką i przemyśleć plan na jutrzejszy trening. Cieszył się, że Hermiona dołączyła do drużyny Gryffindoru. Szczerze, gdyby ktoś kiedyś mu powiedział, że do jego drużyny dołączy jego kasztanowłosa przyjaciółka, nigdy by mu nie uwierzył. Harry zastanawiał się tylko, co ją do tego przekonało, aby spróbować swoich sił na miotle. Nie miał wątpliwości, że ktoś nauczył ją latać na miotle. Zastanawiał go tylko jeden fakt. Kim była ta osoba? Może jutro się jej spyta. Idąc dalej korytarzem usłyszał kroki skierowane w jego stronę. Skręcił w boczny korytarz i wychylił się, aby zobaczyć, kto zmierzał w jego stronę. Zaraz potem przed oczami pokazały mu się długie, czarne włosy i postać wpadająca na niego.
-Kurde, co tu jest.-Dziewczyna szybko się podniosła i rozglądnęła się.
Jedyne, co dostrzegła to nogi Harry’ego, które wystawały spod peleryny-niewidki.
-Parkinson, nie wrzeszcz - Harry zdjął z siebie nakrycie.
-Potter -Groźnie spojrzała na chłopaka-Jeśli już chodzisz niewidzialny to przynajmniej patrz, czy nikt nie idzie. - Wytknęła mu dziewczyna.
-To ty na mnie wpadłaś – Warknął na nią chłopak.
-Ja?-Zdziwiła się.-To ty masz tą cholerną...-Wskazała na materiał w rękach Pottera.
-Pelerynę-niewidkę – dokończył za dziewczynę.
-Właśnie, więc uważaj na innych, a nie szwendasz się p…-Niedane jej było dokończyć, gdyż Wybraniec raptownie złapał ją ręką za biodro, przyciągnął do siebie i narzucił na nich pelerynę.
Harry położył palec na ustach i Pansy od razu zamilkła.
Usłyszeli, że ktoś zmierza w ich stronę. Bo krokach można było wywnioskować, że był to chłopak. Były one dudniące i ciężkie. Dwójka nastolatków wyczuła, że osoba zwiększa tempo i jest coraz to bliżej nich. Harry nadal trzymając Pansy za biodro przesuwał się powoli w dal. Szli blisko ściany, aby chłopak, przez przypadek, nie zderzył się z nimi.
-Nie mogła kogoś innego wziąć do tego –Mamrotała osoba-Akurat mam ochotę uganiać się za t…-Raptownie przerwał.
Chłopak idąc w swoją stronę zatrzymał się i spojrzał tam, gdzie stała dwójka uczniów. Nie widział ich, ale przybliżył się do ściany. Będąc dosłownie przed nimi obrócił się w drugą stronę, gdzie było słychać szmer.
-Przez to wszystko zaczynam mieć omany -Powiedział do siebie i oddalił się.
Kiedy chłopak zniknął za korytarzem para odetchnęła z ulgą. Pansy spostrzegając, w jakiej pozycji nadal stoją, odsunęła się raptownie od Pottera.
-Przecież to był Evarks -Zmarszczyła brwi.
-Ten wasz Ślizgon?-Popatrzył na nią.
-Tak przeniósł się do nas w drugim semestrze piątego roku. Podobno pochodzi z Norwegii, ale kto tam wie...-Odwróciła się do Harry’ego- Ale, po co ja ci to zresztą mówię. Dzięki Potter za pomoc, ale poradziłabym sobie.
-Jasne. Parkinson, w ogóle, co ty robisz o tej porze na korytarzu? Powinnaś być w dormitorium.-Przypomniał jej.
-Co cię to obchodzi? Zresztą nieważne, mogłabym zapytać cię o to samo. Ale nie jestem taka wścibska. Lepiej zmiataj do siebie.-Powiedziała i ruszyła w stronę lochów.
Harry popatrzył jeszcze jak odchodzi, założył na siebie pelerynkę i ruszył w swoją stronę.
**^^**^^**^^**
Chodzili już dobrą godzinę patrolując korytarze. Nie odzywali się do siebie zbytnio po wydarzeniu z łazienki. Ich wymiana zdań ograniczała się do minimum. Hermiona już któryś raz z kolei potarła rękami ramiona i mocniej opatuliła się swetrem. Wrześniowe noce w Hogwarcie nie były już takie ciepłe, jakby mogło się wydawać. Żałowała teraz, że nie poszła na kolację, ponieważ teraz odczuwała tego skutki. Przez cały patrol straszliwie burczało jej w brzuchu.
-Granger, było trzeba coś zjeść wieczorem-Zwrócił jej uwagę Draco.
Hermiona nic nie odpowiedziała tylko, prychnęła pod nosem.
-No proszę!  Nie dość, że musiałem cię budzić, bo spóźniłaś się, to teraz jeszcze nie odpowiesz.-Pokręcił głową.
-Trzeba było iść samemu -Odpowiedziała.
-O na pewno nie. To też twój obowiązek, Granger.-Przyśpieszył kroku.
-To nie rozumiem teraz twojego narzekania -Dogoniła go-Poza tym, jeśli teraz poszedłbyś sam to następnym razem nie musiałbyś iść.
-Wiesz, tak zrobię - Spojrzał na nią.
I znowu szli w ciszy. Każde z nich było pogrążone w swoich myślach. Hermiona korzystając z panującego spokoju układała sobie w głowie plan, co powinna wziąć na piątkową akcję. Na pewno zabierze ze sobą parę eliksirów, które trzyma na dnie swojego kufra. Bandaż też się przyda, picie, jedzenie. Wszystko spakuje w plecak, który zaczaruje zaklęciem zmniejszająco-zwiększającym. Jej rozmyślenia przerwał Malfoy.
-Słuchaj Granger, tak mnie to zastanawia, kto cię nauczył latać na miotle.-Nie spojrzawszy na nią, zapytał.
-A, co boisz się, że mogę latać lepiej od ciebie?- Zaśmiała się.
-O to ja nawet nie mam, co się martwić.- Odpowiedział jej, również się śmiejąc.
-To, po co ci ta informacja? Nie sądzę, żeby na coś ci się przydała.-Skręciła w kolejny korytarz.
-Zapytać się już nie można? No, ale Granger musiał to być ktoś z talentem.-Draco zmierzwił ręką włosy.-Nie mogłaś tego przeczytać w podręczniku.
-A może jednak mogłam.-Hermiona skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała wyzywająco na blondyna.
-Nie Granger, nie mogłaś. Nie można się nauczyć latać na miotle z podręcznikiem w dłoni.-Spojrzał na nią.-Podstawy owszem, ale jak masz prawidłowo latać to nikt tego nie napisał.-Skończył.
-Malfoy, ale co ci da ta informacja? Nauczyłam się i tyle. - Pokręciła głową.
-No weź, Granger.  Powiedz.-Nalegał.
-Nie i koniec.- Kasztanowłosa przyspieszyła.
-To pewnie jakiś mięczak, jak nie chcesz powiedzieć.-Podsumował Draco i czekał na odpowiedź Gryfonki.
Hermiona usłyszawszy zdanie, jakie padło z ust blondyna. Oburzyła się. Ona mu teraz pokaże, jaki mięczak ją nauczył.
-Jak tak bardzo chcesz wiedzieć, to proszę - Odwróciła się do niego i popatrzyła hardo. -Tym mięczakiem był sam Brain Crover.-Gdy to powiedziała nie zwracając uwagi na chłopaka poszła dalej patrolować korytarze.
Blondwłosy Ślizgon, gdy usłyszał imię i nazwisko znanego szukającego wytrzeszczył oczy. Nie mógł się ruszyć. Miał wrażenie, że nogi ugrzęzły mu w podłodze.
-Brain Crover -Powtórzył. Nagle sens jego słów dotarł do niego.-Granger czekaj!-Krzyknął za nią.-Jak to on?
Pobiegł za dziewczyną skręcając w korytarz.
**^^**^^**
By A.W-Lirveni

Dodam jeszcze taką informację, że zaczęłam prace nad nowym opowiadaniem. Mam już ogólny zaryz w głowie i powolutku zaczynam pisać jego rozdziały wraz z Los płata figle. Pomysł do tego opowiadania pojawił mi się już na początku stycznia, gdzie wtedy zabrałam się za 1 rozdział. "Uwięziona"-bo taki będzie tytuł-ma już 3 skończone rozdziały, ale nie wiem czy zacznę dodawać je wraz z Los płata figle czy najpierw skończę jedno, a potem zacznę drugie. Jednak myślę, że najlepszym dla mnie rozwiązaniem będzie skończenie pierwszego opowiadania. W każdym razie do następnego!

4 komentarze:

  1. Boze ziomeczku
    wow
    10/10
    kocham to
    zajebiste, pisz dalej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kc Gazowana herbata <3. Dziękuję, miło mi

      Usuń
  2. Hej, zapraszam na mojego bloga o Drarry, jeśli lubisz ten pairing, dopiero zaczynam :)
    https://drarry-unreachable.blogspot.com/
    miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Co kombinuje Bellatrix? Lubię Narcyze ;) Nie lubię Maksa, ale to już mówiłam chciała bym aby Hermiona w końcu się na nim przejrzała.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Szablon